Lista aktualności Lista aktualności

Ach, jak tu zielono! (FELIETON)

Turyści walą w Bieszczady drzwiami i oknami. Na portalach mnóstwo ogłoszeń. Domki, pensjonaty, agroturystyki kuszą pięknymi zdjęciami i opisami. Wszędzie czysto i zielono. Trawniczki równo przycięte, wokół tujowe żywopłoty. No i tu, jak dla mnie, sielankowy obraz się kończy.

Pierwsza sprawa to te skoszone na kilka milimetrów trawniki. Czy naprawdę musimy u nas podpatrywać i wprowadzać w życie podmiejskie obyczaje? Czy każdy skrawek zielonej przestrzeni wokół domów ma mieć regulaminowe pół centymetra wysokości? Zdecydowanie nie. Oczywiście, nie namawiam Państwa do całkowitego zapuszczenia trawników, choć z punktu mojego wrodzonego lenistwa perspektywa jest kusząca. Można jednak zostawić jakiś fragment na zwykłą łąkę, gdzie królować będą kwiaty, zioła i inne rośliny. Pożytek będzie dla wszystkich. Dla człowieka, który zaoszczędzony na mozolnym pielęgnowaniu czas będzie mógł wykorzystać na inne przyjemności, dla owadów, wśród których królem jest pszczoła, co to od tysiącleci dzieli się (choć niechętnie) z nami swoim złotym, słodkim urobkiem. A i widokowo taka ukwiecona łąka daje zdecydowanie lepszy krajobraz, niż utrzymana w wojskowym rygorze trawka, która jest do tego tak słaba, że trzeba ją podlewać. Łąka da sobie bez tego doskonale radę. To, że w wysokiej trawie schowa się jeż, żaba czy inne zwierzątko, jest tylko wartością dodaną.

Drugim paskudztwem, na które nie mogę patrzeć, są sadzone na potęgę tuje, czyli żywotniki. Te obce u nas drzewa doskonale znoszą polski klimat, rosną szybko i dają się strzyc nie dość, że na żywopłoty, to jeszcze w przypływie natchnienia właściciela na jakieś potworkowate niby-rzeźby. Tak naprawdę rośliny te nie dość, że nie są naszymi rodzimymi gatunkami - co już samo w sobie jest olbrzymią wadą, gdyż nie powinno się zanieczyszczać rodzimej fauny jakimiś wynalazkami - mają mnóstwo innych niedobrych właściwości. Po pierwsze badania naukowe dowodzą, że przebywanie wśród tui jest bardzo niekorzystne dla naszej psychiki. Rośliny te kojarzą nam się z cmentarzami i patrząc na nie podświadomie przenosimy się na to bądź co bądź smutne miejsce. Po drugie tuja jest rośliną trującą. Spożycie jej wywołuje niepokój ruchowy, drażliwość, podniecenie i psychozę, a w przypadku dużej dawki drgawki, arytmię i bezdech. Żywotnik jest trujący dla ludzi, ale najbardziej cierpią od jego zjedzenia konie. Są udokumentowane przypadki śmierci zwierzęcia po spożyciu większej ilości tego zielska. Tuje wabią komary, które raczej do zbyt przyjemnych sąsiadów nie należą. O innych winach tego gatunku polecam poczytać w Internecie.

A przecież mamy tyle pięknych, polskich gatunków, które też szybko rosną, dają się formować na żywopłot, a przy tym są po prostu ładniejsze. Czy nie lepiej wzdłuż płotu posadzić buka czy graba, które też świetnie znoszą strzyżenie? Czy nie można od sąsiada odgrodzić się np. leszczyną? Pożytek nie dość, że dla ludzi, to jeszcze dla wiewiórek i ptaków. Polska przyroda kusi wyborem pięknie pachnących i wyglądających krzewów. Bez czarny, głóg, kalina czy dereń to tylko kilka propozycji. A jak do wyglądu i zapachu dodamy możliwość wykorzystania  na np. nalewki, to wybór nasuwa się sam.

Szanujmy naszą przyrodę. Nie zamieniajmy słynących z niej Bieszczadów w podmiejskie osiedla. Cieszmy się dużą ilością pszczół, trzmieli i innych bzyczących sąsiadów. To wszystko zaprocentuje. Nie tylko nam, tu i teraz, ale naszym dzieciom i wnukom. A myślenie o nich jest naszym świętym obowiązkiem.

Mateusz Świerczyński

Felieton opublikowany na łamach Gazety Bieszczadzkiej

Zdjęcia: Edward Marszałek